Strona:Maurycy Maeterlinck - Piękność wewnętrzna i Życie głębokie.djvu/32

Ta strona została przepisana.
30
Maeterlink.

w zielonych głębiach morza zatonąć, abyś na chwilę ujrzał, że ostatnie kresy państwa miłości wybiegają może daleko poza niewidzialne już prawie żary Miry, Altaira albo włos Bereniki? Gdybyś był miał oczy otwarte, byłbyś mógł przy pocałunku spostrzedz, czego dziś katastrofa musiała cię nauczyć. Czy dopiero ból musi ukłuciami włóczni zbudzić boskie wspomnienia, które w naszej duszy drzemią? Mędrzec nie potrzebuje tych wstrząśnień. On przypatrzy się łzie, ruchowi dziewicy, albo spadającej kropli wody; wsłucha się w myśl mijającą, uściśnie dłoń przyjaciela albo zbliży się do ust — z otwartemi oczami i duszą otwartą. Może widzieć ciągle, co ty tylko na chwilę ujrzałeś; i bez trudu uczy go uśmiech tego, co tobie musi dopiero burza i ręka śmierci odkryć.
Albowiem czem jest w istocie wszelka tak zwana „mądrość“, „cnota“, „bohaterstwo“, czem są wszystkie „wzniosłe chwile“ i „wielkie zdarzenia“ życia, jeżeli nie chwilami, w których wyszliśmy z siebie mniej lub więcej daleko, w których, bodaj przez jedną minutę, możemy stanąć na progu wieczystej bramy, w których spostrzegamy, że nawet najmniejszy okrzyk, najbledsza myśl i ruch najsłabszy nie zapadają w nicość, albo raczej, że skoro padną, sam ten upadek tak jest ogromny, iż wystarcza,