Strona:Michał Bałucki - Typy i obrazki krakowskie.djvu/154

Ta strona została przepisana.

i czekał. — Konający nie widział go, czy też nie chciał widzieć, -trzymał swoję ukochaną Magdusię za rękę i coś pocichu gadał do niej.
Gdy mnie zobaczył wśród zgromadzonych, przywitał ożywionym wzrokiem, bo głową już ruszyć nie mógł — usiłował uśmiechnąć się przyjaźnie; ale i na to brakło mu siły i uśmiech zamienił się w bolesne jakieś skrzywienie ust. — Zbliżyłem się do niego i uścisnąłem za rękę.
— O! kiepskim, panie, strasznie kiepski-mówił, ciężko oddychając. — Człowiek jak zbutwiała łódź, już do niczego.Trzeba będzie iść do świętej ziemi.
Potem poprosił mnie, abym usiadł przy nim; a ze nie było na czem, więc — przysiadłem na krawędzi tapczana.Zauważyłem, że Tomkowi nienarękę była obecność moja i parę razy zmierzył mnie brzydkiem spojrzeniem. — Nie podobało mu się — także widocznie, ze chory trochę się ożywił, jakby mu się lepiej zrobiło. Koniec nie przychodził tak szybko, jak się spodziewał, — i zapewne przypuszczał, ze nieprędko nastąpi, bo, mrucząc coś między zębami, wyszedł z izby. Nudno mu było czekać tak długo i dla, rozrywki poszedł grać w kręgle.
Chory tymczasem kazał Magdusi podnieść się nieco na posłaniu. — Podłożono mu pod plecy kożuch i trochę brudnych łachów, ze więcej siedział, niż leżał. — Wydawał się trochę rzeźwiejszy. Poprosił mnie nawet o trochę tytuniu do fajki. Nałożyłem mu jego krótko okowaną pipkę, włożyłem mu do ust i przytknąłem zapaloną.zapałkę. - Twarz jego rozradowała się — może już dawno nie palił; — z prawdziwą przyjemnością pociągnął parę łyków i chciał coś mówić.. Wtem fajka wypadła mu z zsiniałych ust, oczy mgłą zaszły, wyciągnął prawą rękę, jakby nią chciał kogoś uchwycić — i skonał.
Skonał przy piskliwych tonach katarynki, która wygrywała jakiegoś walczyka; wśród śmiechów hałaśliwego tłumu w ogródku, do których straszny akompaniament stanowił płacz obdartych i brudnych wnuków i dzieci koło zmarłego...