Strona:Michał Bałucki - Typy i obrazki krakowskie.djvu/44

Ta strona została skorygowana.
40




IV.
Mieszczańskie wesele.

Właścicielem domku, przy uliycy Krupniczéj, gdzie mieszkałem za akademickich czasów, był niejaki Jan Kanty Zubczyński, którego wszyscy sąsiedzi i znajomi nazywali krótko Kantym; — pod tém imieniem znany był na całém przedmieściu. A poważany był wielce, — raz, jako człek uczciwy, powtóre, że miał własny młyn na Prądniku, a wreszcie, że był nie głupim, znał się na polityce i czytywał „Czas,“ który dostawał z trzeciéj ręki, od stróża z domu Towarzystwa naukowego, rozumie się zawsze o parę dni późniéj.
Téj żyłce pana Kantego do polityki zawdzięczałem, że bywał częstym gościem w mojéj izdebce od podwórza, szczególniéj gdy przy czytaniu natrafił na jakie geograficze, lub lingwistyczne trudności. Gdy np. nie mógł zrozumieć „chaotycznéj komplikacyi efemerycznych faktów,“ albo był w wątpliwości: za którą rogatką i w któréj stronie od Krakowa, a specyalnie od Krupniczéj ulicy, leży Meksyk, — to załgał się zwykle do mnie, niby pod pozorem obejrzenia sufitu, czy nań woda z rynny nie zacieka, lub z innego jakiego powodu, — a przy téj okazyi, zapuszczając się w gawędkę, powoli nieznacznie wyciągał ze mnie to, o czém chciał wiedzieć. Wieczorem zaś, na miodzie Robackiego, imponował panom majstrom i obywatelom swemi wiadomościami. Szczególniéj, jak się z boku dowiedziałem. urósł w opinii tego grona miodopijnych polityków, gdy jednego z nich, który