Strona:Michał Bałucki - W żydowskich rękach.djvu/169

Ta strona została uwierzytelniona.

— Żyje? — zawołał żywo Jacenty i podniósł się z krzesła czerwony jak upiór, tak krew uderzyła mu do głowy na tę wiadomość. I pana zapewne umocował do upomnienia się o ten depozyt?
— A tego depozytu może już nie ma? — spytał powolnym głosem Kowalski, wpatrując się w pomieszanego Jacentego.
Pan Jacenty nie mógł znieść tego spojrzenia, które urągało z niego i obrażało go do żywego. Wyprostował się dumnie i rzekł:
— Nie ma — to będzie. Bo depozyt rzecz święta — i nikt nie ma prawa wątpić w moją uczciwość. Choćby mi przyszło sprzedać ostatnią koszulę i pójść z torbami — depozyt wrócę w całości.

KONIEC CZĘŚCI PIÉRWSZÉJ.