Strona:Miguel de Unamuno - Po prostu człowiek.djvu/66

Ta strona została przepisana.

nym majątkiem, który należał prawnie do jego syna, markiza.
Przesiadywał długimi godzinami na balkonie, obramionym bluszczem, słuchając szmeru wód.
Zdawało mu się, że wszystkie jego przeżycia należą już do jakiejś dawnej, zamierzchłej przeszłości. Później wznowił tradycyjne partie whista.
Często zamykał się także w pokoju ze spowiednikiem, wertując po raz setny papiery markiza, aby nie było żadnych uchybień co do woli zmarłego.
Pewnego dnia miasto Lorenza zatrzęsło się od plotek. Wieść była prawdziwie sensacyjna. Oto po krótkiej nieobecności, Tristan powrócił do domu, w towarzystwie swej nowej żony Karoliny, która do niedawna była przecież jego szwagierką. Mówiono, że wstąpiła do klasztoru? Jak i gdzie przeżyła te cztery lata? Komentarzom i domysłom nie było końca.
Karolina zachowywała się arogancko; miała przy tym wyzywające spojrzenie w oczach. Wkrótce po powrocie kazała zdjąć