Strona:Moi znajomi.djvu/093

Ta strona została uwierzytelniona.


samo dno swego przykrytego krajczakiem kuferka. Powlókł się potem ciężkim krokiem na strychy, wałek pod belkę wetknął, karton zwinął i za komin wsadził, warsztat rozebrał i na dół zniósł częściami. Rzucił się potem na swój tapczan i twardo zasnął. Nazajutrz z rana zabrał się gorliwie do przemalowania niektórych szczegółów w dekoracyi siódmego aktu «Pantofla bez pary»...