Strona:Moi znajomi.djvu/121

Ta strona została uwierzytelniona.


W samym cyplu Neru i Warty stał młyn. Kiedym go poznała, już się on «starym młynem» nazywał. Nie dlatego, żeby na tem miejscu z dawien dawna istniał i stare czasy pamiętał, ale dlatego, że przed dwoma, czy trzema laty zbudowano w tym samym cyplu «młyn nowy», powyżej tylko nieco, który żółtością świeżo pobitych gontów pod słońce świecił, a robotę okrutnie machał, z świeżą jakby, niestrudzoną jeszcze ochotą i mocą.
Na nowym młynie siedział Niemiec Strauch, z włosem jak szczecina strzyżonym, z karkiem tak tłustym, że mu się przez kołnierz fałdą przelewał, z małemi świecącemi na wierzchu głowy oczkami, do czysta wygolony na twarzy okrągłej, dużej, jak cynober czerwonej. Strauch miał dwie, główne roboty: pocił się i klął. Po-