Strona:Moi znajomi.djvu/129

Ta strona została uwierzytelniona.


po drabinie złaził, stanąwszy u płotka sadu, w boki się ujmował, a zginając i prostując w kolanach swoje okaleczałe nogi, co miało ruch taneczny oznaczać, śpiewał:

A ja sobie podrygom,
Ze Słomceskom Jadwigom...

Dalszych wierszy pieśń ta nie miała, ale była ulubioną przyśpiewką Kulasa, który kto wie nawet czy nie sam ją ułożył, ku wspomnieniu tej szczęśliwej chwili, kiedy jakaś Jadwiga Słomczewska zdecydowała się dzielić podrygiwanie biednego kaleki...
To pewna, że kiedy młynarczyki dopytywały się, co to była za Jadwiga, Kulas śmiał się i pokazywał swoje, wielkie żółte zęby, a z gardła jego, dobywało się warczenie, jakiem nieraz bronił ulęgałek w otrębach.
Stąd zrodziło się podejrzenie, że Jadwiga Słomczewska nigdy nie istniała i nędzny Kulas tem imieniem oblekł jakąś marę swej wyobraźni i pożądanie własnego, wydziedziczonego z miłości serca.
Jednego nawet lata ustroiły młynarczyki w balcerowskiem prosie, okrutnego, z rękami rozczapierzonemi na dwóch kijach stracha, ze starej spodnicy Łukaszowej, z resztek kamizelki