Strona:Moi znajomi.djvu/160

Ta strona została uwierzytelniona.


przykład. Istny koralik! Aż mnie kusi, żeby w nie co poszepnąć...
Stara panna cofnęła się krokiem i obie ręce podniosła do uszu, jakby broniąc mi do nich przystępu. Brwi miała gniewnie ściągnięte, usta rozchylone i drżące, oczy jej ciskały błyskawice. Była prawie piękną w tej chwili.
— Na Boga! — zawołała — dosyć już tego! Nie nadużywaj swego położenia! Pamiętaj, że jesteś w mieszkaniu...
Urwała i zwróciwszy wzrok ku drzwiom, zdawała się nasłuchiwać czegoś. Istotnie w przedpokoju zrobił się jakiś zamęt, ktoś chodził, wracał, przebiegał — otwierano drzwi do sieni, skąd dolatywały zmieszane kobiece głosy i jakby miauczenie kota. Finka i Żolka szczekały krótko i nastawiwszy uszy, podbiegły do progu. Djanka wlazłszy pod kanapę, gwałtownie ujadać zaczęła.
Nie zdołałem się jeszcze zoryentować, skąd mi przychodzi taka niespodziewana dywersya, kiedy do saloniku wpadła zdyszana Wojciechowa.
— Proszę pani... proszę pani! — mówiła chwytając głośno oddech, który jej wzruszenie odjęło.
— Proszę pani...