Strona:Moi znajomi.djvu/202

Ta strona została uwierzytelniona.


parada, że chłop pracuje! Nie będzie pracował tu, to będzie pracował gdzieindziej. Cóż to on sąsiadowi darmo pracuje, czy co?
— Darmo, nie darmo. Aleć zawsze obowiązek jest...
— No, to go też sąsiad spełniasz. Posłałeś po doktora, po felczera, na pościeli leży, na materacach... Sąsiad może myślisz, że jak ozdrowieje, to ci będzie za dwóch robił? Szczególną wdzięczność okaże? Śmiej się sąsiad z tego! Jak ozdrowieje, to najpierw nie będzie nawet za jednego robił, bo choćby i poradził, to zawsze zmówi na to, że kaleka, a powtóre, jak się zdarzy okazya, to tak samo będzie jedną ręką kradł, jak dotąd kradł dwiema.
— Prawda! Jak Matkę Boską ukrzyżowaną kocham, tak prawda! — rozśmiał się gruby szlachcic z doskonałem zadowoleniem z powyższych uwag.
— No tak, widzi sąsiad — rzekł po chwili gospodarz — ale ten z Uniejowa młody, niedoświadczony, a w Łęczycy jest dobry operator; zawsze szkoda chłopaka...
— Ale zmiłuj się sąsiad — przerwał zgryźliwie pan Michał — taka kuracya, to nie chi-chi! Sąsiad będziesz musiał przynajmniej przez dwa dni fornalkę w rozgonie trzymać. A le-