Strona:Moi znajomi.djvu/300

Ta strona została uwierzytelniona.


dwiema, szafami, tworzącemi w rogu garderoby dość duży kąt, zasłoniony perkalową firanką. W kącie tym stał z zapasową pościelą stary, wysoki, obszarpany kufer, którego okucia i gwoździe sterczały ze wszystkich stron połamane i z miejsca wybite. Na ten to kufer gramoliłam się kilka razy dziennie, aby ucałować ścianę o jaki łokieć niżej od brzydkiego, papierowego bez ramek obrazka z sercem Chrystusowem, który pokojówka na moją prośbę przylepiła klajstrem. Wyżej z klęczek dostać nie mogłam; ale samo już wznoszenie oczu do tej niedosiężonej świętości miało dla mnie jakiś urok tajemniczy. Długo jeszcze potem, kiedy sprzęty w garderobie przestawiono inaczej, a «kapliczka» moja sprofanowaną została jakiemś innem przeznaczeniem, znać było na bielonej ścianie plamkę ciemnawą, ślad moich ust, gorąco tulonych do wapna.
Jednocześnie wszakże z urządzeniem kapliczki rozeszła się o mnie w domu bardzo brzydka sława. Mówiono, że drę na sobie ubranie, jak chłopak, że niezawodnie biegam do dzieciaków Pawła, mocować się z niemi; a gdy zobaczono, że mam na kolanach sińce i podrapaną skórę, zrodziło się podejrzenie, że włażę na drzewa po wiśnie.