Strona:Moi znajomi.djvu/302

Ta strona została uwierzytelniona.


raz, co on też nowego wymyśli? Pobudzało go to, dodawało natchnienia. Dziś był Wieczny odpoczynek za Washingtona, jutro za marszałka Neya, pojutrze za Napoleona, a wreszcie za Kolumba i za Kopernika.
Pewnego wszakże razu przeszedł sam siebie i odmówił Wieczny odpoczynek za duszę Cheopsa. Było to tegoż dnia, kiedy ze Stefankiem z przeciwka oglądali piramidy w książce z obrazkami. Oniemiałyśmy z admiracyi; ale Anusi, która akceptowała w milczeniu Kopernika i Napoleona, imię «Cheopsa», może dla niezwykłości brzmienia, wydało się mniej przy pacierzu właściwem. Przestała tedy szeptać swe modlitwy i odwróciwszy głowę, spytała surowo:
— Co tam Janek plecie?...
Co do mnie, miałam także swoje wieczne odpoczynki, lubo nie tak świetne. Odmawiałam je najpierw za «Barani kożuszek», co to: «dębie, dębie otwórz się», potem za «Pielgrzyma z Dobromila», potem za św. Barbarę, a wreszcie za «Kanię».
«Kanię» znało całe miasto. Jedni mówili, że to waryatka, inni, że opętana, jeszcze inni nic nie mówili, ale schodzili z drogi i odwracali się od niej ze wzgardą i wstrętem.
«Kania» miała lat ze trzydzieści może, po-