Strona:Moi znajomi.djvu/324

Ta strona została uwierzytelniona.


Była to bardzo piękna tablica, a dobroduszność tego napisu zawsze mnie rozrzewniała głęboko. Ale prawdziwym tryumfem Sroczyńskiego był krzyż ogólny cmentarny, w pośrodku mogił stojący, wedle jego dyspozycyi zrobiony. Krzyż ten był cały czerwony, trzy białe gałki miał u szczytów, a poniżej przybitych stóp Chrystusa wielką trupią głowę na dwóch piszczelach, jakby z mamuta wyjętych, opartą, pod nią zaś tablica z takim napisem:

I nierychło, nierychło godziny spływają,
Ach, leniwe kwadranse rokiem się stają,
Żelazne czasy moje i chwilowe wieki,
Przez które z łez nie oschną powieki.
Nieszczęśliwe kwadranse, przeklęte minuty,
Nie jeden z was przeminie i styczeń i luty.
I miesięczne promienie zagasną i słońca,
A nigdy się wieczność nie doczeka końca.

Podobno Sroczyński kupił sobie w tym czasie srebrny zegarek i to go zapewne natchnęło owemi aluzyami do kwadransów i minut.
Cmentarz w Grodzisku był zwykle bardzo ożywiony; to krowina jaka połakomiła się na nędzny chwast, jaki tam wyrastał, to szkapa spętana wlazła i wyleźć nie chciała, to kury grzebały się w piasku...
Ale najwięcej ruchu sprawiały chłopaki,