Strona:Moi znajomi.djvu/327

Ta strona została uwierzytelniona.


z cegieł, a ich półokrągłe, wyniosłe nad ziemią sklepienia tworzą całe szeregi owych zdala widzianych kopułek. U wezgłowia każdej mogiły kamień stożkowaty, z jednej tylko strony wygładzony nieco pod napis, który teraz ledwo jest widny wskróś mchu i pleśni. Zapadłe sklepienia napełniają gruzem owe puste mogiły, w których niegdyś chowano umarłych bez trumien, w siedzącej postawie.
W pośrodku tego oryginalnego cmentarza, wśród rozsypujących się kopułek, stoi ów z daleka widny i półksiężycem naznaczony grobowiec Mułły. Drzwi niema do niego. Na wschodniej stronie marmurowa tablica z jakąś surą koranu. Pod nią okienko, pustką czerniejące zdala. Wstąpiłam na kamień i zajrzałam przez nie. Gruz i rumowisko.
Wielkie płachty pajęczyn osnuwają okienko z wewnętrznej jego strony, pod murem przebiega jaszczurka.
Dziwny, dziwny jest widok tego kawałka wschodniego świata, wyrzuconego tu na brzeg obcej ziemi, obcej rzeki. Drzemie on w dnie słoneczne, które zdradzają jego nędzę i jego ruinę, upiorem wstaje w dnie chmurne, powlekające go trupiemi, sinemi barwy. Ale gdy księżyc zabłyśnie, gdy promień jego draśnie ów