Strona:Molier-Dzieła (tłum. Boy) tom II.djvu/111

Ta strona została przepisana.

Poddaj się proszę, książę, jak ja się poddaję,
Prawom, w których nas więżą kraju obyczaje,
Tak, jeśli miłość twoja dziś cierpi zbyt wiele,
Niechaj ją to pocieszy, ze ja boi ten dzielę,
I niechaj się nie stara, przeciw niebios mocy,
Uciekać się do swego oręża przemocy:
Słabością-by niegodną było z twojej strony,
W nieszczęściu swojem, w gwałcie szukać dziś obrony;
I gdy nie możem wstrzymać tego co się stanie,
Wówczas dowodem cnoty najwyższej — poddanie.
Nie walcz więc z tem, co snać już pisane u góry,
Otwórz mojemu bratu te Astorgi mury,
Pozwól, abym, przyjmując obowązki nowe,
Jego królewskiej woli poddała mą głowę,
A to czego odemnie spodziewać się mogą,
Mniej, niźli mniemasz, dla cię skończy się złowrogo.
DON GARCJA:
Dobrocią to z twej strony, pani, nieskończoną,
Że trudzisz się pocieszać duszę mą zgnębioną:
Bez takich względów możesz spuścić na mą głowę
Twych nowych obowiązków wyroki surowe.
Nic ci nie rzekę, pani, wobec tego ciosu:
Na wszystko zasłużyłem najgorsze od losu,
I wiem, cobądź mi przyszłość wróży niełaskawa,
Że utraciłem wszelkie do szemrania prawa.
W jakiż sposób, niestety, mogłyby me wargi
Rościć sobie dziś praw o do najlżejszej skargi
W oczach twoich po stokroć wstrętem się okryłem,
Twoje boskie powaby niecnie znieważyłem;
I kiedy, chcąc okupić nazbyt ciężkie winy,
Me ramię sposobności chwyta się jedynej,
Wówczas, los mój złowrogi patrzeć mnie zniewala,
Tak chęci me wyprzedza dziś oręż rywala!
O czem więc marzyć mogę, do czegóż m am dążyć?
Wartem losu, co ma mnie już do cna pogrążyć,
I patrzę nań, nie śmiejąc przeciw jego mocy