Strona:Molier-Dzieła (tłum. Boy) tom II.djvu/163

Ta strona została przepisana.

By mnie zwolnić od tego, którego niecierpię;
Niechaj szczęśliwe śluby zbawią los mój smutny
Od doli, bardziej dla mnie niźli śmierć okrutnej.
SGANAREL:
Spełni się to, duszyczko, w niedługiej godzinie.
IZABELA:
W ten sposób się me serce ukoi jedynie,
SGANAREL: Ukoi się, ukoi.
IZABELA: Wiem, że jest nagannie
Tak jawnie z uczuć swoich spowiadać się pannie.
SGANAREL:
Ależ nie.
IZABELA: Lecz, w dzisiejszym losów moich stanie,
Trzeba mi tak otwarte przebaczyć wyznanie;
Wolno mi oddać serce z twarzą niespłonioną
Temu, którego w duszy uważam się żoną.
SGANAREL:
Tak, moja ty lalusiu, tak, moja niebogo.
IZABELA:
Niech więc się stara dowieść, że mu jestem drogą.
SGANAREL: Masz, pocałuj mnie w rękę.
IZABELA: Niech, przez trwałe śluby,
Najrychlej wzmocni związek ten sercu tak luby,
I niech tu zapewnienie odbierze mej wiary,
Że nigdy innych uczuć nie przyjmę ofiary.
Udaje że ściska Sganarela, a równocześnie podaje
Waleremu rękę do pocałowania.
SGANAREL:
Już, już, moje serduszko, moja buźko słodka,
To, czego pragniesz tyle, niedługo cię spotka,
Nie bój się.
Do Walerego: Sam pan widzisz: ma wszelką swobodę;
W ogieńby za mną poszło to serduszko młode.
WALERY:
Dzięki, pani; myśl twoją pojmuję dokładnie;
Wiem już z słów twoich, co mi uczynić wypadnie;