Strona:Molier-Dzieła (tłum. Boy) tom II.djvu/178

Ta strona została przepisana.

SGANAREL do Leonory.
Więc nie od Walerego przyszła tutaj panna?
Nie ty wyznałaś siostrze dzisiaj swe amory,
I nie płoniesz dla niego już od dawnej pory?
LEONORA:
Któż to składa bajeczki o tak pięknej treści,
I śmie rozszerzać o mnie tak potworne wieści?


SCENA DZIESIĄTA.
CIŻ, IZABELA, WALERY, KOMISARZ, ERGAST,
NOTARIUSZ.

IZABELA:
To ja, siostro, i chciej mi wybaczyć łaskawie,
Żem wzięła twoje imię w tak drażliwej sprawie.
W niebezpieczeństwie nagłem i niespodziewanem,
Starałam się ocalić tym podstępnym planem.
Wprawdzie, widząc twój przykład, wstyd mi zdrady takiej,
Lecz los nasz, siostro, nie był, niestety, jednaki,
Do Sganarela.
Wobec pana nie mogę uznać swojej winy,
Do wdzięczności, nie żalu, dając ci przyczyny;
Nie jestem przez niebiosy dla ciebie stworzoną,
Nie czuję się dość godną by zostać twą żoną,
I wolałam z kim innym raczej znaleść szczęście,
Niż wstąpić w nazbyt dla mnie zaszczytne zanieście.
WALERY do Sganareta:
Co do mnie, w mym szacunku, szczerą chęcią płonę,
By ją z twej własnej ręki otrzymać za żonę.
ARYST:
Ha, trudno, trzeba połknąć przysmaczek, mój bracie;
Za obrót całej sprawy wina spada na cię;
I kto tak żyje, w tem jest najbiedniejszym z ludzi,
Że, choć zwiedziony, w nikim współczucia nie budzi.
LIZETA: Mojem zdaniem, nie może użalać się na to,
Kto, za swe trudy, z słuszną spotkał się zapłatą.