ERAST spostrzegając Orfizę i spiesząc ku niej:
Jakże późno przybywasz i ileż obawy...
ORFIZA:
Nie, nie, nie chciej porzucać tak miłej zabawy;
Daremnie mi wyrzucasz tak późne zjawienie;
Wskazując za odchodzącą Orantą i Klimeną:
Dzięki paniom, mój widok spadł zapewne w cenie.
ERAST:
Chcesz mnie swym gniewem jeszcze karać bez przyczyny
I winić za to, co tu cierpię od godziny?
Wstrzymaj się, pani, pozwól...
ORFIZA: Zostaw mnie pan, proszę;
Spiesz za temi paniami po żywsze rozkosze.
O nieba! wiecznież będzie mi zadawał klęski
Tłum Natrętów w postaci niewieściej czy męskiej!
Ale pospieszmy za nią: może w sposób inny
Zdołam jej wreszcie dowieść, że byłem niewinny.
DORANT:
Ach, markizie! to trzeba cierpliwości świętej,
Jak dziś wszędzie wciskają się jakieś natręty!
Wściekam się, jak mnie widzisz! polowanie całe,
Jeden błazen... Ot, słuchaj! doprawdy wspaniałe!
ERAST:
Szukam kogoś i muszę już odejść, albowiem...