Strona:Molier-Dzieła (tłum. Boy) tom II.djvu/247

Ta strona została przepisana.
PRZEDMOWA.

Wiele osób boczyło się zrazu na tę komedję; lecz śmiech publiczności przechylił szalę, i zarzuty niechętnych nie zdołały zbawić jej powodzenia, które mi w zupełności wystarcza.
Wiem, że spodziewają się po mnie, przy sposobności ogłoszenia mej komedji drukiem, jakiejś przedmowy, będącej zarazem odpowiedzią moim cenzorom i obroną dzieła. Zapewne, iż dosyć mam do zawdzięczenia osobom, które obdarzyły mą sztukę uznaniem, bym się poczuwał do obowiązku bronienia ich sądu przeciw zdaniu innych; jednak wszystko prawie co mógłbym rzec w tym przedmiocie, pomieściłem już w małej rozprawce, ułożonej w postaci djalogu, z którą nie wiem jeszcze co uczynię.
Pomysł do tego dialogu, lub, jeśli kto woli, komedyjki, przyszedł mi do głowy po drugiem czy trzeciem przedstawieniu sztuki.

Bawiąc pewnego wieczoru w znajomym domu, przyznałem się do swego pomysłu. Natychmiast znalazł się ktoś (osobistość bardzo niepospolita, która obdarza mnie zaszczytem swej przyjaźni[1]), komu zamiar mój tak przypadł do smaku, iż nietylko zachęcał mnie bym go rozwinął, ale nawet sam zajął się wykonaniem. Zdumiony byłem w istocie, gdy, w dwa dni później, pokazał mi rzecz całą, skreśloną w sposób doprawdy o wiele wytworniejszy i dowcipniejszy niżbym to ja zdołał uczynić, lecz zawierającą zarazem

  1. X. Dubuisson: sztuka o której mowa, to zapewne Panegiryk Szkoły żon, ogłoszony drukiem w kilka lat później.