Strona:Mowy Sejmowe. Nr 2.djvu/14

Ta strona została uwierzytelniona.

twierdził, że Czesi zajęli Śląsk w porozumieniu z rządem polskim. Nie wyobrażam sobie, aby mógł istnieć rząd polski, któryby Śląsk Cieszyński Czechom oddał. I to uważam za kłamstwo.
Zważywszy wszystko to, dochodzę do tego wniosku, że, jeśli umowa co do Śląska Cieszyńskiego nie wypadła tak korzystnie, jakbyśmy my, Polacy, tego pragnęli, to główną winą tego jest, między innemi, także polityka byłego prezesa ministrów, pana Moraczewskiego. (Głosy: słusznie!) To zbliżanie się pana Moraczewskiego do socjalistycznych Niemców musiało z konieczności rzeczy wywołać pewne nastroje, a gabinet pana Paderewskiego przecież wówczas dopiero od 6 dni istniał, i ślady tej polityki zagranicznej byłego prezesa ministrów w przeciągu 6 dni zatrzeć się nie dały.
W dodatku nadmienię jeszcze jedną rzecz: ten sąd rozjemczy paryski miał tylko jednostronne wiadomości czeskie i nie wiedział nawet, kto walkę rozpoczął. Proszę panów, z Warszawy ani ten sąd rozjemczy, ani komitet paryski żadnych wiadomości o Śląsku nie otrzymał. Stacja radjotelegraficzna w Warszawie, zależna od władz wojskowych, wyłączona z pod praw gabinetu, na 300 depesz w jednym miesiącu wysłanych, — nie wysłała ani jednej z 8 depesz, które pragnął wysłać delegat komitetu paryskiego z wiadomościami o położeniu na Śląsku Cieszyńskim. (Wrzawa. Na lewicy: Dlaczego Grabski?) Pytaj go pan sam.
Nie dość na tem. Stacja radjotelegraficzna, wyłączona z pod władzy gabinetu, nie wysłała nawet depesz informacyjnych o położeniu na Śląsku Cieszyńskim, depesz prezesa ministrów. (Na prawicy: Racja, zdrada! Na lewicy: kończyć!).
Proszę panów, p. Daszyński mówił też półtorej godziny. Od tego jest pan marszałek, aby pilnował regulaminu. P. Daszyński powiada, że p. Dmowski, zamiast wracać do Warszawy, zamiast urządzić sobie wspaniały wjazd. jak Kramarz do Pragi, siedzi w Paryżu. Tak, siedzi w Paryżu — broni tam sprawy polskiej. Przecie wiemy, że po upadku Niemiec i Austrji, gdy naród zaledwie zdołał wypędzić wroga, p. Daszyński pośpieszył do Lublina. aby stanąć na czele Republiki, choć tylko 5-dniowej, jako prezydent tylko 5-dniowy. (Śmiech.) Proszę panów, p. Daszyński, aczkolwiek... (straszna wrzawa. Na lewicy: Dość!)

Jeszcze kilka słów prawdy.

P. Daszyński mówił tu o trudnościach międzynarodowych i pioruny rzucał na tych, którzy frymarczyli koroną polską. Proszę panów, p. Daszyński użył tutaj przysłowia niemieckiego, które odrazu przetłómaczył na polskie. Jabym przypomniał przysłowie francuskie, które powiada: Nie mówi się o stryczku w domu wisielca. Otóż p. Daszyński najmniej powołany jest do rzucania gromów i piorunów, bo przypomniałbym z mowy p. Daszyńskiego z dnia 3 października 1916 r., między innemi, taki ustęp: „W Austrii rezultatem jest zaniechanie wprowadzenia w życie austrjacko-polskiego programu i zadowolenie się obroną reszty. Jakie tu zająć stanowisko? Mojem zdaniem, zasadniczo nie mamy powodu zmieniać naszego programowego dążenia. Program nasz, jak bluszcz obwijał się około tronu Habsburgów, ale ten powój miał i ma korzenie w ziemi polskiej“. Mowa, wygłoszona