Strona:Narcyza Żmichowska - Poganka.djvu/206

Ta strona została uwierzytelniona.

164

prawdy! — bez wszelkiego dobra człowiek dopiero najlepszym być może — a szczęście to grzech — zastanów się przecię, Ludwinko. — Gdybym ja spotkał i miał na całe życie taką kobietę, czy jabym przez to co złego innym ludziom zrobił? — czy jabym nie był szczęśliwy? — a szczęście czyż mi się nie należy? — Szczęście!... Ludwinko, Ludwinko! — Gdyby ona tu przyszła do mnie — gdybyśmy oboje pomyłkę naszą uznali, i zaczęli życie inne, spokojne jak ten ubogi domek nasz, dobroczynne jak dzień z życia matki naszej wzięty — gdyby jej serce miłością tchnęło dokoła — jej słowo w piękność zaczarowało ten światek maleńki... — to cóż? czy ci się zdaje, że jabym był taki zły jak jestem, taki zawzięty i zazdrosny, iż, gdy wspomnę sobie nawet jak to patrzą okropnie zabitego źrenice, to się nie lękam ich, tylko powtarzam wściekły, już ona więcej nie powie: «lubię twoje czarne oczy». — Wszak prawda, Ludwinko? — gdyby ona mię kochała tak jak obraz kocha, ja byłbym dobry, użyteczny — nie straszyłbym cię już nigdy...
Ludwinka cichemi łzami płakała.
— Czemużby ciebie kochać nie miano? rzekła nareszcie, młody jesteś, piękny jeszcze — i tybyś tak kochał przecię?
Zamyśliłem się — w zamyśleniu zwijałem ciągle i rozwijałem ową ćwiartkę papieru, na której był suchemi farbami mój Tobjasz zrobiony. — Po długiej chwili milczenia Ludwinka się zbliżyła i chcąc może o czem innem zacząć rozmowę,
— Co to trzymasz w ręku? spytała mię.
Ja spojrzałem, bom już był zapomniał, że coś trzymałem nawet.
— Ach! to obrazek, który dziś rano w książkach znalazłem.
— Ostrożnie, bo go zepsujesz — patrz, już się miasto zatarło, a to obrazek dobrej wróżby dla ciebie,