Strona:Narcyza Żmichowska - Poganka.djvu/208

Ta strona została uwierzytelniona.

166

tchnienia, któreś mi dała — za te godziny, w których z uwielbieniem patrzyłem na ciebie i słuchałem głosu twojego. — Wdzięczność za wszystko, Aspazjo — że umiem zbutwiałych rękopisów odgadywać słowa, że mi teraz ostrołuki gotyckich kościołów i pilastry świątyń greckich od jednego spojrzenia muszą tajemnice swej piękności wypowiedzieć, zaraz w najdrobniejszym ułamku swoim — że mi ani jeden rzut pendzla sławnych mistrzów stracony nie jest w ich cudnych obrazach — że mi się otworzyły skarby tylu języków — żem widział — żem poznawał — ja tobie winienem. Dawniej za nic to miałem — co więcej nawet: oburzenie tak niesumiennym jest rachmistrzem, że wszystkie owe nabytki zaliczyłem do ciężkich twoich przeciwko mnie grzechów. — Czczem szyderstwem zdawały mi się dlatego, że szczęścia nie wracały, że ran nie goiły. — Dziś Aspazjo sprawiedliwszym jestem — przyznaję dobrodziejstwa twoje — dziś przypominam sobie także miłość twoją — pieszczoty twoje, namiętne uniesienia i tę wiarę niezachwianą, że ja cię kocham nad wszystko, ze wszystkiem, z piekłem i niebem twej duszy. — Dziś przypominam sobie całą przeszłość naszę i całą uznaję — tak całą, że nawet zabójstwa i występku nie chcę z niej wyrzucić — a wiesz dlaczego Aspazjo? oto dlatego, bom się przekonał, że cię kocham znowu. — Występek świadczy przeciwko postępowaniu naszemu, przeciwko zdarzeniom i okolicznościom — miłość moja świadczy za prawdą łączącego nas uczucia — gdybym nie miał miłości, toby wszystko, co się stało, było złem niecofniętem jak wieczyste potępienie — gdybym nie miał miłości, tobym się widział tak nikczemnym i ciebie tak skalaną, że jużby żyć nie było warto. — Gdybym nie miał miłości, tobym te sześć lat życia musiał nazwać rozpustą i wszeteczeństwem — gdybym nie miał miłości, tobym nie doszedł był do miejsc rodzinnych, nie przeżył śmierci mej matki, nie tknął dziś stopą niegodną jej grobu. Ale ja