Strona:Narcyza Żmichowska - Poganka.djvu/61

Ta strona została uwierzytelniona.
19

Z mężczyzn, którzy co wieczór prawie uzupełniali nasze towarzystwo kominkowe, najlepiej pamiętam: Alberta filozofa, Henryka zapaleńca, Leona metodystę, Edmunda mistyka, Teofila dzieciaka i Benjamina z dwoma przydomkami, bo w dni uroczyste zwał się Humboldtem, w dni powszednie Łysym.
Albert[1] «filozof» stosownie do swego tytułu kochał mądrość, kochał ją szczerze, poczciwie, ale w książkach dopiero. Żywego życia nie nauczył się jeszcze, chociaż gwałtem ku temu zdążał. Dziwnie odbijała jego zdolność rozumowa, nadzwyczaj trafna w kombinacjach wniosków i wyobrażeń, obok naiwnej niedomyślności rzeczywistego świata, a przy tem obok ciągłej pracy nad zastosowywaniem wszystkich czynów do wszystkich pojęć swoich.

Wiedza i praktyczność tkwiły w duszy Alberta, lecz jak dwie linje równoległe, nigdy się złączyć w punkcie uznania nie mogły. Kiedy rzecz szła o historją, Albert jak najbieglejszy historyk umiał ocenić stronnictwa, czyny i zasady, mnie się jednak zdaje, że gdyby sam do usunięcia i przeprowadzenia jakiego planu przystąpił, tyleby mu nadał wszechstronności, tyle ozdób i różnorodnych warunków, że nakoniec z całą nieskończonością swoich widoków do końca trafićby nie mógł, albo przynajmniej tok zdarzenia zupełnie od pierwotnegoby się różnił deseniu. W rozmowie o uczuciach Albert prześliczne nieraz prawił nam aforyzmy, pewne dane słowa tak logicznie rozwijał i delikatnie cieniował, że aż słuchać było przyjemnie, lecz mógł się kochać do późnej starości i nie wiedzieć z pewnością, czy to miłość jest taka? lub nawzajem mógł się

  1. Albert = Jan Majorkiewicz (1820—1847), młody uczony, wychowany na filozofji niemieckiej, zamierzał ująć naukowo dzieje literatury w rozpoczętem dziele Historja, literatura i krytyka. Przedwczesna śmierć przecięła jego prace.