Strona:Niewiadomska Cecylia - Legendy, podania i obrazki historyczne 08 - Jagiellonowie.djvu/17

Ta strona została uwierzytelniona.


albo wschodzie słońca, srebrnej w blasku księżyca, zmiennej jak wiatr i chmury, przejrzystej jak kryształ, to gładkiej niby olbrzymie zwierciadło, to igrającej lekkiemi zmarszczkami, to rzucającej na ląd grzywiaste bałwany i wyjącej groźną pieśń burzy.
To nasze morze! Tyle razy wydzierane, a zawsze oczekujące naszego powrotu i należące do nas, jak ręka do ciała, jak korona do drzewa, spojone z nami Wisłą, która od wieków, jak ojcu i panu, daninę wód naszych mu składa.
Nad pięknem morzem piękna leży ziemia, skąpana w jego wilgotnym oddechu, omywana rzeźwiącem jego tchnieniem. Nigdzie lasy nie mają takiej świeżej barwy, prastare buki, dęby i sosny zielone nie szumią takich pieśni, może o łzach bursztynowych, co spadły na dno morza z serca ich pradziadów, o dumnych skałach, z których został piasek...
Morze i lasy rozmawiają szumem, wtórują sobie w nieskończonym śpiewie, a mowa ich tak cudna i bogata.
Plemiona, zamieszkujące tę ziemię, to także bracia nasi, pokrewnym mówiący językiem, nazywają ich Kaszubami.
Już Bolesław Wielki, łącząc słowiańskie plemiona w jedno potężne państwo, pojął, że ta ziemia to część wspólnego kraju, a Wisła mu wskazała, gdzie jest morze nam wydzielone, nasze stanowiące okno i drzwi w świat szeroki, z którym łączności potrzebuje każdy naród, pragnący żyć wszystkiemi swojemi siłami.
Pojął to wszystko król mądry i chrobry, i gdy