Strona:Niewiadomska Cecylia - Legendy, podania i obrazki historyczne 08 - Jagiellonowie.djvu/40

Ta strona została uwierzytelniona.


bezbronne, gdyż ciężkie pancerze poskładano na wozy, zgoła nie przewidywano, by tysiącom rycerstwa cokolwiek grozić mogło.
A tymczasem zaledwie wjechali w głąb lasów, tu i owdzie zbrojne gromady zastępować zaczęły im drogę. Wszczął się popłoch i zamieszanie, huk wystrzałów, dzikie okrzyki, trzask drzew padających, podciętych poprzednio, które ciężarem swoim miażdżyły konie i ludzi. Zamęt co chwila wzrastał: ten szuka swoich wozów, gdzie broń złożył, temu zabito konia, ów leży ciężko ranny, przyciśnięty drzewem, tam mordują, tu obdzierają.
W lesie niema miejsca, by się bronić kupą, więc każdy sam o sobie myśleć musi i ginie zdradą lub przemocą. Tam jeden z wodzów zebrał garstkę na polanie i gromi napastników, zdumiewa męstwem i siłą oporu, lecz ranny kilkakrotnie, spada wreszcie z konia i ginie, obskoczony ze stron wszystkich.
Noc położyła koniec tej morderczej walce, a okropne pobojowisko straszny przedstawiało widok. Wołosi i zawsze skorzy do pomocy Tatarzy pastwili się teraz nad niedobitkami, obdzierali chciwie rannych i zabitych, zabierali ich własne wozy, zdobyczą napełnione, uprowadzali armaty.
Na drzewach tu i owdzie wiszą szlachetni rycerze, uczepieni za długie włosy. Zwyczaj to był rycerski do tej pory, że włosów nie obcinano, lecz noszono je w siatkach czyli t. zw. pątlikach, perłami i drogiemi kamieniami sadzonych, lub wiązano kosztownemi przepaskami i puszczano na plecy. Na szyderstwo Wołoszyn rannych i wziętych w niewolę za te włosy wieszał na drzewach.