Strona:Niewiadomska Cecylia - Legendy, podania i obrazki historyczne 08 - Jagiellonowie.djvu/59

Ta strona została uwierzytelniona.


niejsi byli — i zniknęli. — Mądrzyście, oświeceni — ale czy przezorni? Po lecie — zima, po dniu noc następuje, po wybuchu wesela serce lęka się smutku.
Tak przedstawił Stańczyka wielki nasz malarz, Matejko.
Z historji znamy kilka jego odpowiedzi, więcej w nich zwykle przestrogi niż śmiechu.
Raz na rynku obskoczyli go chłopcy uliczni, może im coś powiedział, może ich podrażnił, może ze złośliwości potargali na nim ubranie, poszarpali pstre łatki.
Wraca Stańczyk, bolejąc głośno nad swym losem; doskonały powód do śmiechu: tak zabawnie wygląda w podarłem ubraniu!
— Żal mi cię — mówi Zygmunt, — poszkodowanyś mocno, ale że też nie umiałeś obronić się małym chłopakom!
— I ja cię żałuję, królu — odparł Stańczyk,— bardziej jesteś poszkodowany i nie umiałeś także obronić się słabszym.
Była to zręczna przymówka do straty Smoleńska w tym czasie.
Innym razem urządzano polowanie na niedźwiedzia pod Krakowem, w Niepołomicach. Niedźwiedzia do tej zabawy przywieziono aż z Litwy. Wybrał się król z całym dworem, Bona z damami dworskiemi. Ustawiono się na stanowisku, zwierza wypuszczono z klatki i poszczuto psami. Lecz niedźwiedź psy rozszarpał, poturbował chłopów, którzy go naganiali, przewrócił i skaleczył jednego z myśliwych, a wkońcu rzucił się na Bonę, która uciekając, upadła wraz z koniem, potłukła się