Strona:Niewiadomska Cecylia - Legendy, podania i obrazki historyczne 08 - Jagiellonowie.djvu/60

Ta strona została uwierzytelniona.


mocno i mogła życiem przypłacić tę zabawę. Niedźwiedź szalał dalej, szerząc popłoch, aż padł wreszcie pod kulami i toporami łowców.
Potem już rozprawiano wesoło o polowaniu, wyśmiewano się z tchórzów, którzy uciekali, a król żartował sobie ze Stańczyka, który uciekł także, mówiąc, iż postąpił sobie prawdziwie po błazeńsku.
— Eh, — odparł Stańczyk — większe to błazeństwo złowioną dziką bestję wypuszczać na swoją szkodę.
Znowu kiedyś panowie rozmawiali, jakiego też zawodu ludzi jest najwięcej. Jedni twierdzili, iż kupców, inni rzemieślników, ci — rolników, a Stańczyk odezwał się głośno, że najwięcej to jest doktorów.
Roześmieli się wszyscy. Stańczyk proponuje zakład, — powiada, że przekona o tem. Zgadzają się.
Nazajutrz wyszedł sobie od rana na rynek, chustką twarz podwiązawszy. Znali go w Krakowie wszyscy, więc każdy ze współczuciem zbliża się i doradza lekarstwo na zęby. — Stańczyk każdego zapisuje na tabliczce i w parę godzin zebrał taką listę doktorów w Krakowie, iż przekonał swych przeciwników, że doktorem jest każdy, i zakład tym sposobem wygrał.


Dzwon Zygmunt.


Rok 1520.


Onego czasu król[1]dzwon kazał ulać
I wybudował mu wieżę wysoką;

  1. Zygmunt Stary.