Strona:Nowe baśnie z 1001 nocy.djvu/130

Ta strona została uwierzytelniona.
Pierwsza podróż.

Urodziłem się w domu dość zamożnym i po śmierci rodziców otrzymałem trochę majętności.
Młody byłem, lekkomyślny, prędko więc wydałem to com dostał i znalazłem się w położeniu bardzo smutnem.
Co robić? Nie chciałem dojść do stanu ostatecznej nędzy i postanowiłem pracą własną zdobyć pieniądze, a wiadomo, że pracą zdobyte są zawsze i dobrze użyte.
Sprzedałem więc wszystkie swe ruchomości i to co mi było niepotrzebne, za te pieniądze zakupiłem towarów i umówiwszy się z kapitanem okrętu, który właśnie wyruszał w drogę do Indji, postanowiłem tam zbyć z zyskiem moje towary.
Wyjechaliśmy w piękną pogodę, która nie zmieniała się przez czas dłuższy.
Pewnego dnia, gdy cisza wielka panowała na morzu i najmniejszy wiaterek nie miotał naszym żaglem, zechciało się nam przybić przy brzegu mało co wyrastającej ponad morze wysepki, aby tam na świeżej położyć się trawie.