Strona:O Buonapartem i o Burbonach.djvu/33

Ta strona została przepisana.
9
O BUONAPARTEM I O BURBONACH

głodem i znużeniem, wloką go do fosy zanikowej; zastaje tam świeżo wykopany dół. Zdzierają zeń ubranie, przywiązują na piersiach latarkę aby go widzieć w ciemności i celniej skierować kulę w serce. Żąda spowiednika, prosi swoich katów aby przekazali przyjaciołom ostatni znak jego pamięci: lżą go grubiańskiemi słowy. Komenderują: ognia! książę d’Enghien pada: bez świadków, bez pociechy, wśród niw ojczystych, o kilka mil od Chantilly, o kilka kroków od tych starych drzew pod któremi święty król Ludwik wymierzał sprawiedliwość swoim poddanym. Młody, piękny, dzielny, ostatni potomek zwycięzcy z pod Rocroy umiera jak byłby umarł wielki Kondeusz i jak nie umrze jego morderca. Ciało jego pogrzebano chyłkiem, i Bossuet nie wstanie aby przemówić nad jego popiołami.
Temu, który spadł poniżej rodzaju ludzkiego przez zbrodnię, pozostaje jedynie udać iż stawia się wyżej, ludzkości przez swoje zamiary, podać jako pozór zbrodni