Strona:Obraz literatury powszechnej tom II.djvu/387

Ta strona została przepisana.
—   383   —

Enoch zerwał się, powstał, wytężył ramiona
Ku morzu, i nadludzką zaryknąwszy mową:
„Żagiel! Żagiel!... Jam zbawion... ma nędza skończona!“
Padł... To było ostatnie nieszczęsnego słowo.
Tak duch ten bohaterski uleciał ku niebu...
I nigdy tam większego nie było pogrzebu.
(Stanisław Koźmian).


3. Z poematu lirycznego „In memoriam“.
1.

Ja wierzę w harfy dźwięcznej wieść,
Która na różne tony śpiewa,
Że ludzie mogą, jak z pni — drzewa,
Nad swe znikome „ja“ się wznieść.

Lecz kto tak przejrzy czasu mgły,
Że znajdzie korzyść na dnie straty?
Lub sięgnie przez lat sieć po kwiaty,
Które wykwitną kiedyś z łzy?

Niech miłość koi ból, lub mrok
Oboje śćmi, niech giną w grobie;
Ach! lepiej tarzać się w żałobie,
Śmierć wzywać w tan, nieść błędny krok,

Niż żeby miał urągać czas
Miłości i ze wzgardą biadał:
„To mąż, co kochał i postradał,
I stał się jak bezduszny głaz“.


2.

Ja wcale nie zazdroszczę, nie,
Więźniowi, w którym bunt nie tleje,
Ni ptakom, którym obce knieje,
Gdy zrodzą się na klatki dnie —

I nie pociąga mnie też los
Tych zwierząt, co nie znając zbrodni,
Po świecie chodzą najswobodniéj,
Bo w nich sumienia milczy głos;

Ni serc tych, które, szczęściem zwąc,
Że nigdy nie ślubują wiary,
W gnuśności chwastach tęchną szaréj;
Ni spokój miły mi bez żądz.

Ja wierzę — mniejsza, co ma być —
I czuję, choć mam bólem płacić,
Że lepiej kochać i utracić,
Niż bez miłości wiecznie żyć.
(Aksel).


4. Uspokojony.

Im człowiek dalej idzie życia drogą,
Tem mniej uskarża się na trud podróży,
Lecz nie dlatego, że pochód mniej nuży
Że się bezpieczniej stąpa wprawną nogą,
Ale wie teraz, że już blizko końca:
Że się położy o zachodzie słońca.

Przecież za siebie w tył obraca głowę
I w dal przebytą pogląda z tęsknotą.
Widzi tam blaski jutrzenki różowe
I wschodzącego słońca łunę złotą,
Jak malowała krajobrazy życia
Przez świateł swoich zarówne odbicia.

Już-by nie wrócił tam natręt za cenę
Tego wszystkiego, co tu legło w pyle: