Strona:Obraz literatury powszechnej tom II.djvu/589

Ta strona została przepisana.
—   585   —

Wuj — łotr go zamknął, czy osadził w gniewie
W domu waryatów, przytem na łańcuchu...
G. D.  On tu przed chwilą był przecie, mój druhu!
Zagorecki.  Więc go zapewne z łańcucha spuścili!
(H. Świeykowski).


I oto w momencie plotka urasta do potwornych rozmiarów, bo każdy z gości, co o niej posłyszy, chce okazać, że wie o waryacyi Czackiego dokładniej od innych. Zebranie usuwa się od niego, wreszcie się rozjeżdża, a Czacki, nie rozumiejąc dobrze, co się stało, ma w końcu tę przyjemność, że niechcący podsłuchuje układy Mołczalina co do nowej schadzki z Zofią; zbolały, oburzony opuszcza Moskwę.
Komedyę tę tłómaczyli: Hipolit Świeykowski (Warszawa, 1857 i Petersburg, 1893) i Józef Lewart Lewiński (Warszawa, 1857).




V. Aleksander Puszkin.

1. Szatan.

Gdy w ono czasy był mi nowy
Młodości świeżej wrażeń świat,
Wejrzenia dziewic, szum dąbrowy,
Słowika głos i każdy kwiat;
Gdy uczuć szczytnych los podniosły,
Wolności, sławy dźwięczny śpiew
Wysoko serce moje niosły
I falowała w żyłach krew:
Zły jakiś gieniusz, potajemnie
Rzucając w duszę chmurny cień,
Zdradliwie zaczął mącić we mnie
Rozkoszy i upojeń dzień.
Z nim smutne były mi biesiady,
Bo jego uśmiech, oka cud,
I słów szyderczych zimne jady
Zatruty niosły w pierś mą chłód.
Potoki oszczerstw usta lały,
Nie widział opatrzności sił,
Dlań mrzonką były ideały,
Z piękności, z natchnień jasnych drwił;
Miłości nie znał ni swobody,
Z skrzywionych zaś uśmiechem lic
Nic błogosławił on przyrody,
Dobrego w niej nie widząc nic.


2. Prorok.

Spragniony chleba duchowego,
W pustyni wiodlem żywot zbrzydły,
Wtem na rozdrożu życia mego
Serafin stanął sześcioskrzydly.
I lekkiem palców swych ujęciem
Mych źrenic dotknął: za dotknięciem
Ocknęły się źrenice wieszcze,
Jak ptak, porwany w strachu dreszcze.
Mych uszu dotknął czarem ręki
I szum napełnił je i dźwięki;
Jam pojął sfer niebieskich drganie,
I jak wzlatują w górę duchy,
I czem są płazów morskich ruchy
I ziół powolne wyrastanie.
I usta moje wnet otwiera
I język grzeszny mi wydziera
Pełen obłudy i próżności.
Więc zbladły wargi me, jak chusta,
A on prawicą krwawą w usta
Wężowej żądło dal mądrości.
I mieczem rozciął pierś na dwoje,
Z niej wyjął serce, życiem drżące,
I precz odrzucił serce moje,
A włożył ogniom pałające.
Jam był, jak trup, co leży w trumnie,
I Boga głos zawołał ku mnie:
„Proroku, powstań z życiem nowem!
Niech duch mój, co w twej piersi płonie,
Ognistem w świat wybuchnie słowem,
Palącem serca w ludzkiem łonie!“
(M. Koroway-Metelicki).