Strona:Odgłosy Szkocyi.djvu/14

Ta strona została uwierzytelniona.
—   8   —

kiego globu, dla nasycenia swej bezgranicznej ambicyi, pychy i chciwości!...

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .


Tymczasem statek mknął w stronę północno-zachodnią, jak strzała. Dzień był piękny, słońce kołysząc się na widnokręgu, posyłało miłosne pocałunki ziemi, zielone fale północnego morza zlekka tylko poruszały okrętem. Całe towarzystwo złożone przeważnie z Niemców, przechadzało się spokojnie na pokładzie, zewsząd dolatywały moich uszu gardlane dźwięki angielskiej służby i serdeczne dobroduszne uśmiechy germańskich podróżnych.
Podróż statkiem, gdy morze jest spokojne, należy niezawodnie do najprzyjemniejszych podróży w świecie. Wprawdzie nie przesuwają ci się tu przed oczami widoki, jakimi cię darzy każdy pociąg kolei żelaznej, prujący z niesłychaną szybkością przestrzenie; wprawdzie, gdzie okiem dokoła rzucisz, masz monotonne obszary wód, ale na statku nie czujesz się tak skrępowanym, jak w wagonie, jesteś, jak gdyby we własnym domu, jak gdyby w gronie dobrych swoich znajomych i życzliwych. Czas ci tu płynie weselej i przyjemniej, nie uczuwasz tego znużenia co na kolejowych szynach, nie doświadczasz tej trawiącej gorączki, jaka cię nie