Strona:Ogród życia (Zbierzchowski).djvu/239

Ta strona została uwierzytelniona.

LATARNIA MORSKA



Gdy noc rozpuści swe czarne warkocze
I ciemność morze bezkresne ogarnie,
Nieprzeniknione przedzierają mrocze
Złotem błyskaniem nadmorskie latarnie.
 
Lecz pośród latarń na półwyspie wielu,
Wynurzających się z ciemności łona,
Jaśniej niż inne błyszczy ta na Helu,
Między morzami dwoma zawieszona.

Więc skoro burza wzruszy głąb odmętów
I wiatr zajęczy tak jak dzwon na trwogę,
Jest ocaleniem dla bark i okrętów,
Którym wskazuje do przystani drogę.

A stary sternik, który w długie noce
Sterczy przy kole bez zmrużenia powiek,
Gdy mu jej światło z dali zamigoce,
Wie, że prócz niego czuwa drugi człowiek.

Jak często w życiu, gdy się człowiek marni
I już zawisa nad brzegiem otchłani,
Brak mu w ciemności tej dobrej latarni,
Wiodącej w spokój i szczęście przystani.