Strona:Opętana przez djabła.djvu/104

Ta strona została przepisana.

— Chodźmy stąd!
— Zaraz, zaraz... Pozwoli pani jeszcze, że ją zapytam: czy aby kucharka pani nie widziała agonji syna?
— Daruje pan... lecz zbyt boleśnie mówić o tem wszystkiem.
— Aha... dzięki! Hm... hm... To przynosi pani zaszyt!...
Położył na kolanie notatnik i odnotował:
„Matka złamana bólem — Ciężkie wspomnienia. — System nieznany“.
— A teraz jeszcze jedno pytanie: czy bardzo pani w pierwszej chwili zdziwiła się, gdy go zastała leżącym na podłodze zamiast na łóżku?
Schwyciłem go za rękę i pociągnąłem za sobą.

III.

Tegoż wieczora zawiózł mnie do teatru na premjerę sztuki, o której polecono mu napisać recenzje.
Kiedyśmy przyjechali, właśnie skończył się akt czwarty i pozostał piąty?...
— Czy pójdziemy na piąty? — spytałem.
— Nie warto! Komu to się pan kłaniał przed chwilą?
— To jeden znajomy. Bo co?
— Zapytaj się go pan — jak tam sztuka?
Podszedłem do znajomego i wszcząłem z nim rozmowę. Tuż obok fojer, o krok może od nas, stał sobie ów różowy młodzieniec i, z wyrazem

104