Strona:Opętana przez djabła.djvu/8

Ta strona została przepisana.

o uniesieniach i radościach, jakie doznawała w ramionach swego oblubieńca niebieskiego; o, jak marnemi zdawały się jej w porównaniu z tak boskiemi rozkoszami — miłość i szczęście ziemskie. Te rozmowy z nią wstrząsnęły mną, i odtąd poczęłam nowe życie, pełne modlitw i umartwień ciała. Wszyscy ujrzeli, a ja najpierwsza z nich, że czuję mocne niezachwiane powołanie do życia klasztornego. Raz, w przypływie szczerości oświadczyłam siostrze-Karmelitance:
— Nie zazdroszczę ci; jestem zbyt dumną aby zazdrościć ci twego oblubieńca, którym musisz się dzielić z wieloma innemi niewiastami! Gardzę tem, co nie do mnie jednej należy.
— Pycho szatańska! — jęknął mnich. — To Kusiciel podszepnął ci to szaleństwo!
— Owej nocy, — ciągnęła Dorota, — rozbierałam się właśnie do snu, rozpuściłam włosy, gdy nagle ukazał mi się...
— Jakiś straszny potwór...
— Nie, młodzieniec, blady i smętny, lecz piękny, — och, jakiż piękny.
— Śmierdzący siarką? Z kopytami?
Nie, w aureoli różowego światła dokoła jasnej kędzierzawej głowy...
— Matko najświętsza! To był, niewątpliwie wilkołak!
— Spędziliśmy z nim noc jaknajniewinniej. Opowiedział mi swe dzieje, krok za krokiem, z których dowiedziałam się, że jest on księciem z wy-

8