Strona:Oscar Wilde - Duch z Kenterwilu.pdf/65

Ta strona została skorygowana.
59

— Nie uciekaj, Hugonie — rzekł, wychodząc — wrócę za chwilę.
Stary żebrak skorzystał z nieobecności malarza, aby wypocząć przez chwilę na drewnianym zydlu, który stał za nim. Wyglądał tak mizernie i nędznie, że Hugon, nie mogąc opanować uczucia litości, sięgnął do kieszeni po pieniądze. Nie znalazł jednak nic więcej, oprócz suwerena i kilku miedziaków. Biedny staruszek! — pomyślał — suweren więcej mu jeszcze przyda się niż mnie. Ostatecznie, obejdę się bez dorożki przez dwa tygodnie. — Szybko zdecydował się i, przeszedłszy przez pokój, wsunął żebrakowi do ręki złoty pieniądz.
Obdarzony zerwał się; przelotny uśmiech okolił zwiędłe jego wargi.
— Dziękuję panu — rzekł — dziękuję.
W tej samej chwili powrócił Trevor, i Hugon szybko się pożegnał, nieco zażenowany tem, co zrobił.
Resztę dnia spędził w towarzystwie Laury, przez którą został rozkosznie połajany za rozrzutność, i musiał wrócić piechotą do domu.
Po drodze zaszedł około 11-ej do Klubu Palety, gdzie zastał Trevora, siedącego samotnie w palarni przy szklance grogu.
— No, cóż, Alanie, czy obraz twój skończony? — zapytał, zapalając papierosa.
— Skończony i oprawiony, mój chłopcze! — odparł — ale, ale, zrobiłeś konkietę. Ten stary mój model poprostu zakochał się w tobie. Musia-