Strona:Oscar Wilde - Duch z Kenterwilu.pdf/92

Ta strona została skorygowana.
86

sały z marmurowego stolika, jak na portrecie, lecz leżały na podłodze u stóp młodzieńca.
— Skąd u licha pan to ma? — zapytałem
Zmieszał się nieco i wyjąkał: — O, to nic. Nie wiedziałem, że jest w tej tece. To rzecz zupełnie bez znaczenia.
— Jakto, przecież robiłeś ją dla pana Cyryla Grahama! — zawołała jego żona. — Jeżeli ten pan chce kupić ten rysunek, daj mu go — dodała.
— Dla pana Cyryla Grahama?! — powtórzyłem. — Więc to pan malował portret p. W. H.?!
— Nie rozumiem, o czem pan mówi... — odparł oblewając się rumieńcem.
Cała okropna ta sprawa wyszła odrazu na jaw dzięki gadatliwości żony artysty. Dałem jej na odchodnem pięć funtów. Jeszcze dzisiaj nie mogę spokojnie o tem myśleć. Może pan sobie wyobrazić, jaki byłem wówczas oburzony.
Pojechałem wprost do Cyryla, czekałem na niego całe trzy godziny, a kiedy spojrzał mi prosto w twarz z tem potwornem kłamstwem w oczach, oznamiłem mu bez żadnych wykrętów, że wykryłem jego fałszerstwo. Zbladł jak płótno i rzekł: — Zrobiłem to wyłącznie dla ciebie. Nie mogłem cię przekonać innym sposobem. Nie wpływa to bynajmniej na prawdziwość mojej teorji.
— Na prawdziwość twojej teorji! — zawołałem. — Im mniej będziemy na nią tracili słów, tem lepiej. Nigdy nie wierzyłeś w nią ty sam nawet.