Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/137

Ta strona została przepisana.

Krysia chciała jeszcze coś powiedzieć, otworzyła usta; przed nią stała sztywna figura z włosami splecionemi w drobne warkoczyki nad czołem, z wązkiemi piersiami, na których może nigdy nie leżała główka dziecięca! Figura ziewnęła z wdziękiem:
— Idź, idź już spać, moja duszo!
„Dusza“ odeszła; przy progu potknęła się trochę, ale — nie upadła — od tak dawna uczono ją chodzić po praktycznej drodze!
Wszystko skończyło się szczęśliwie! Od roku uważała siebie za najrozumniejszą z matek, raptem, ten... ten znowu się pojawił! A ona pozwala sobie prawić takie androny, projekta zgubne, waryackie. Rozwód, ależ to skandal, hańba, to być nie może! Nie, nigdy! Głowa zaczynała ją boleć, czerwone plamy wystąpiły na policzki, a w myślach plątały się najdziwaczniejsze projekta! Ten szalony utopista i dobroduszny p. radca przyrośli do jej mózgu, stali przed oczami, nie mogła o nich zapomnieć ani na chwilę; przebiegała wzrokiem od jednego do drugiego, wzruszała ramionami mimowoli. Czyż można było wahać się w wyborze między nimi? Szaleniec wzbudzał w niej odrazę; na twarzy jego czytała nieszczęsny upór, co nie zna przeszkód gardzi giętkością, pchnie gwałtem do celu chociaż po najwięcej ciernistej ścieżce! Oh, ten nigdy nie wypełznie wyżej po nad posadę biednego nauczyciela! Zżymała się, ile razy spotkała jego wejrzenie. On siedział spokojny, jakby był pewny wygranej; kręcił liść zerwany z wazonu, palce drżały zlekka; czasami, gdy mu się zdawało, że nikt na niego nie patrzy, oddychał głęboko, jakby robił zapas powietrza na krytyczną chwilę.
Już tylko kwadrans do dwunastej. Przez otwarte drzwi w jadalnej sali widać stół błyszczący od kryształów i srebra; złote główki butelek połyskują zdaleka; światło lamp załamuje się w pięknie rzniętych szklankach i kie-