Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/199

Ta strona została przepisana.

zawodzi pieśń dla niego... w powietrzu coś huczy, brzęczy... to zdrowie i siły, co przez całą zimę drzemały pod śniegiem! Jeszcze raz odetchnie całą piersią; w sercu tak żałośnie i rozkosznie zarazem... usta drgają, patrzy przed siebie, ale przez łzy światu bożego nie widzi.
— Boże mój ty drogi! toż ja żyję jeszcze! wiosnę widzę... zagon orzę!.., szepcze mu coś w duszy.
— No, no, dalej, mruknie na wołów. Zwierzęta obejrzą się czasami na chłopka — popatrzą na siebie jak trzej najwierniejsi towarzysze, i robota idzie dalej zwykłym trybem
Ostatniej zimy Michał cherlał bez przerwy. Żonka i dzieci chociaż wiedzieli, że już mu czas umierać, że śmierć zmęczyła się długiem czekaniem, nie chcieli jednak wierzyć że umrze. Każdy jak umiał troszczył się o niego. Z rana, ledwie się przebudzą i zapalą łuczywo, pierwszy Wincek lezie na piec, świeci w oczy ojcu, żeby się przekonać czy żyje, czy nie zmarł przypadkiem podczas nocy? Jeżeli chory zdrzemnął na chwilę, trzęsie go za ramię:
— A co? jak wam dziś? lepiej czy gorzej? pyta pochylony z łuczywem w ręku; przysłuchuje się jak w piersiach ojca gra cała orkiestra zepsutych instrumentów!
— Kiepsko! wyglądacie jak nieboszczyk! dodaje po chwili: Możebyście co zjedli?
Franek lezie za bratem, dotyka nóg i rąk ojca:
— Czy wam nogi nie ziębną jeszcze... a? Jak zaczną ziębnąć, to powiedźcie, bo to już będzie zły znak!...
Stary patrzy na synów szklannemi oczyma, czasem mruknie coś niewyraźnie; a gdy odejdą i zostawią go w spokoju, obróci się stękając i drzemie znowu.
Potem lezie żonka, ta już o nic nie pyta; patrzy, patrzy w zżółkłą twarz, i co chwila, nos palcami uciera, na znak że płacze. Tej zimy dziwnie jej jakoś oczy wybladły, powieki się zaczerwieniły; płaczącej nikt nie widział, bo i któż tam będzie spoglądał na babę w kącie przy kądzieli!