Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/225

Ta strona została przepisana.

pieśń krzykliwą, w chacie zaś pracuje i narzeka! Śpiewem wabią się ptaki i młodzież: dziewczęta wiedzą o tem dobrze, baby nie chcą darmo gardła drzeć! Dawniej miał siostrę dziewczynkę niewielką, chudą czarniawą, ale pracowitą jak stara; pieśni różnych umiała bez liku: od rana do nocy głos jej słychać było w chacie, w ogrodzie, w obórce lub w polu! Dzieci niańczy, kartofle kopie, czy koło domu się krząta, zawsze śpiewa, taką już ptasią naturę Bóg jej dał od kolebki! Marcin lubił ją więcej niż całą swoją rodzinę, a chociaż sporo już wyrosła, brał ją często na kolana i główkę do swojej szyi przyciskał; hodował dla niej piękną ryżą ciełuszkę i zawsze mawiał, że jak zamąż iść będzie, to połowę dobytku jej odda; ojca już dawno stracili, a cała rodzina zostawała na jego opiece. Mała tymczasem marniała z dniem każdym: wiadro z wodą podjęła, czy może zbyt wielkie wory kartofli dźwigała na plecach, coś w żołądku zerwało się i odtąd nie mogła już przyjść do siebie! Śpiewała jeszcze, ale jak?... Marcinowi od tego śpiewu serce miękło, oczy łzami zachodziły... Swego zdrowia dałby jej żeby mógł! Ostatnie lato całe przeleżała w ogródku za chatą, pracować już nie mogła; skurczona w trawie, przykryta siermięgą, drżała, chociaż słonko dogrzewało rozkosznie, a w ogródku roił się cały świat ptaków i owadów; kury grzebały na grzędach, stada wróbli przelatywały z konopi na wiśnie; dawniej odpędzała szkodników klaskaniem w dłonie, teraz tłumiła oddech w piersiach, żeby im nie przeszkadzać; z chorobliwą tęsknotą spoglądała na wesołe roje motyli, unoszące się nad kwiatami czerwonych i liliowych maków, słuchała jak pszczoły brzęczą wśród liści! Wkrótce cały ten świat powietrzny krążył koło niej bez trwogi; czasem tylko nowoprzybyły wróbel oglądał się na nią lękliwie, wprzód nim zaczął dziobać dojrzałą wiśnię. Marcin zachodził do ogródka, jak tylko wracał z pola na obiad, gładzi ją po głowie, a dziewczynka patrzy w oczy i milczy.