Strona:Ozimina.djvu/13

Ta strona została uwierzytelniona.

tyerą zwróciła ku niemu usta i tę rysę przy nich, w profilu tak jawnie złośliwą.
— »Potem?« »potem?« O tem nie myśli się przedtem.
Parsknął suchym śmiechem jak ryś i poskoczył. Zaplątany w ciężką portyerę, targnął ją w pasyi i uderzył się z całym rozmachem w czoło.
Drzwi za portyerą były już zamknięte.



Przez szczelinę ledwo uchylonych drzwi przemknęła się niebawem osóbka malutka i cicha jak ćma, i cieniem zapadła w głęboki fotel najmroczniejszego kąta pokoju. Coś jakby skrzydła tej ćmy zatrzepotało się koło głowy płowej, — splotły się dłonie na twarzy i przysłoniły oczy. — Kształtem drobnym wsiąkła w fotel, ledwo płaską plamą w krzyż znaczyła się na szerokim kadłubie oparcia i w wysokich jego ramionach jak w skrzydłach nietoperza, — jasna główka i przezrocze dłonie jakby poświatą muśnięte. I tak oto wniosła ze sobą oćmę, księżyc, ciszę i to trzepotanie się stworzenia nocnego.
»Oto jest przeciwny biegun — myślał, przerywając swą zadumę, — oto i artystka! Do gorączkującej główki przykłada sobie kataplazm z swych rąk zimnych zawsze jak lód; swe małe, udręczone ciałko, o którem sama nie dowiedziałaby się nigdy, chce nieść w mrok, w zapomnienie — i składa je w nietoperzowe objęcia nocy: w rojenia okrutne«.