Strona:Ozimina.djvu/151

Ta strona została uwierzytelniona.

które pęknąć chciało i... poskoczyć dalej w światy ciekawe;
— albo, pozostawszy na gałęzi pod fascynacyą grozy, dać temu sercu ścichnąć, stanąć w bezoddechu otwartym, gdy wyciągając z kłęba swe cielsko coraz to dłuższe, pełzać pocznie ku zdobyczy, przykutej jego wzrokiem do gałęzi — wąż smutku leniwy, potwór życia najstraszniejszy!...
Bo powaga nieszczęścia jest jak smutek leniwy, a smęt taki, co nam miesiące i lata wypełnić sobą zamierza, jest jak śmierć sama powoli na nas idąca.
Uciec!...
I Nina sama nie wiedziała, jakie to myśli »skądciś« jej się pojawiły i, przepadając »gdzieś«  , zerwały ją nagle z miejsca w sprężeniu ramion upartem: postanowienie przyszło samo«. Jakie to mianowicie postanowienie — nie wiedziała zresztą dobrze.
— Nie płacz! — tupnęła na Wandę.
Było bo w tem i upokorzenie i obelga już poprostu: ta »poczciwa« Wanda płacząca za nią, która to wszak sama czynić powinna. I znowuż wydała się jej Wanda, niby ta zakapturzona nad chorą zakonnica, która na to tylko współczuje i płacze, aby spleść rychło ręce obie i, opuściwszy powieki, opowiedzieć, jak to święta Brygida, córka królewska, była jeszcze ładniejsza, tańczyła jeszcze piękniej, a jednak, cała się cierpieniom ludzkim oddawszy, i miłość nawet...
— O, nie, nie! dajcie mi pokój ze »świętemi«  , — rzuciła opryskliwie tym myślom w odpowiedź.