Strona:Ozimina.djvu/190

Ta strona została uwierzytelniona.

bie... No, dosyć! — zwróciła się surowo do Niny, potrząsając jej ramieniem. Dosyć już!
Tedy i Nina zdecydowała niebawem, że już dosyć i wyciągniętą w tył ręką prosiła o chustkę do otarcia łez.
Zaś Ola, przeniósłszy się tymczasem bezszelestnie jak cień w kąt łóżka, u ich nóg wyświecała swe oczy żółte jak ta sowa, i zahukała nagle głucho.
— Inne byłybyśmy wszystkie!... inne!... inne!
Aczkolwiek brakło w tem wszelkiego »gdyby«, Lena nawiązała to łatwo z tokiem poprzednim:
— Mocniejsze, prawdziwsze! — dorzuciła.
I równocześnie widząc obzieranie się Niny, zwróciła się do niej łagodnie. »Tam, duszko, jest zwierciadło, idź, popraw się po płaczu«.
— One są, naprzykład, mocniejsze i prawdziwsze przed sobą, — hukała tamta swoje.
— O, la! la! la! — odmachnęła się oburącz.
— Jakie tu u ciebie wszystko eleganckie! — odezwała się Nina śpiewnie na pokoju z przed lustra.
Roześmiały się mimowoli.
— Nie drwijcie ze mnie!... Ja tak sobie tylko: dla oderwania myśli.
— Masz racyę, duszo! My wszystkie odrywamy tak nieustannie myśli od siebie, i nie tylko od siebie, ale i od tych objektów płci męskiej — ku rzeczom i zwierciadłom. Stąd Oli »przykłady« powiadają o nas, że jesteśmy eleganckie... Siadajże tutaj, a raczej ułóż się wygodnie.
Lecz ona tę ciekawość, przeniesioną w oczach z przed zwierciadła i luksusu otoczenia całego, przeniosła zezem