Strona:Ozimina.djvu/226

Ta strona została uwierzytelniona.

Gdyż oto nabrzmiały mu znów skronie, posiniała twarz. A że dziewczyna, hypnotyzowana już wręcz tą starczą mową i wejrzeniem, uwisała na jego ustach zeszklałemi od łez oczami, więc potrącał ją kijem, cucił z tego otępienia; by za kija wskazaniem odwieść jej wzrok na te półki z książkami, na te biusty białe nad niemi, na tę powagę i skupienie w komnacie całej. Uległa, rozglądała się czas jakiś, lecz niebawem wracała ku niemu tem spojrzeniem w smutku aż otępiałem.
Ale on zwiesił już było głowę.[1]
— Grobnica to jest, — mówił po długiej dopiero chwili, — i dla takich głów jak twoja zamknięta. A jednak: i to dzisiejsze duszy starej targnięcie tu mnie zwlec musiało, abym poczuł i ten jeszcze ból: jak takie czoło bezradne przypada do mej dłoni niedołężnej, jak gdyby ona stamtąd właśnie... Zostaw! — wyszarpnął w tejże chwili rękę. — Samemu wstręt przed nią. Zwiędła i wyschła w szpon pokurczony i — patrz! — aż zły i ponury na wejrzenie w bezwładzie swoim, jak starość każda. Takie ręce młodego życia nie zratują, a rychło patrzeć, splotą je ludzie na obojętność wieczną, pozostawiającą młode życie w bezradności jego. A te wasze »naprzód!« czy »wstecz!« za jedno mi błędne koło będą wokół trumny mojej... Żadna ręka tu się ku wam nie wyciągnie: sami z siebie wy dziś wszystko... sami. — Taki jest wielki smutek wszystkiego, co było daremnie, co się nie nawiązało łańcuchem sił żywych.

Rozgniotły się słowa dalsze w miękkim zacisku warg, wyciągającym w dziób usta stare. Zgrzybiałość ogromną dobyło wzburzenie z tej twarzy ptasiej, wystawiając jeszcze

  1. Przypis własny Wikiźródeł Najprawdopodobniej błąd w druku; zamiast zwiesił już było głowę winno być zwiesił już był głowę.