Strona:Ozimina.djvu/232

Ta strona została uwierzytelniona.

Zoryentowawszy się tedy w odporności tej głowy, uspokoił baron podejrzliwości swoje. Lecz stało się to w tak nagłym błysku oczów w przejściu od nieufnego wejrzenia ku łaskawości, że Nina, bezradna w obronie swych myśli, podjęła wmig więcej, niźli przypuszczał: Przyszedł tu bardzo podrażniony, wspomniał tak kwaśno, że żonę głowa boli i był tak dziwnie podejrzliwy, o czem też rozmawiała z dziadkiem. »Wy kobiety« — rzucił przytem dwukrotnie. Ów też instynkt kobiecy w takich sprawach naprowadził ją na domysł, że tu między nim i majorem starym muszą się odbywać nieustanne porachunki, i to zaoczne, jak teraz: że tu idzie o wpływ na Lenę w ciągłej trosce, aby nic być przed nią upokarzanym. Kto wie, czy i teraz nie przyszedł tu z podobnem uczuciem: wybuchał wszak od samego początku. Zastąpiła tedy przypadkowo Lenę, na bezwzględniejsze może jeszcze wypowiedzenie się jego zapiekłej goryczy, niźli to możliwe jest wobec wnuki majora.
— Tak, — mówił tymczasem, już uspokojony w podejrzliwościach swoich, ku bezinteresownemu jakby pouczeniu, — czy może być coś fatalniejszego dla życia samego, niż to zestawienie: ta pani młoda, radosna ciekawość życia i ponurość starca, który schodzi do grobu z przekleństwem?
— Och, nie prawda!
— Moja pani, — skrzywił się baron na tę śmiałość opozycyi, — nawet błogosławieństwo pesymizmu jest przekleństwem.
— Boże, on się tak strasznie modlił! — przypominała w otrząsie gwałtownym.