Strona:Płanety (Władysław Orkan).djvu/088

Ta strona została uwierzytelniona.


— Przecie zapytać możecie.
— Czy też jest to piekło, czy go niema?
— Hm...
— A nie mówiłech, że mi nie powiecie! — rozśmiał się gorzko i nieswojo.
Chwilę milczeliśmy wszyscy. Wreszcie pogońca, powstając, ozwał się:
— Ja tak uwazuję, że każdy piekło swoje w sobie nosi.
— Może i to być — szepnął stary. I zabrali się do orania.