Strona:Płomienie (Zbierzchowski).djvu/46

Ta strona została uwierzytelniona.

By dusza prawdę poczuła,
Tęgiej potrzeba wam rózgi.
 
Więc marzę o tem ukradkiem
Bohaterowie wy marni,
By jakimś dziwnym wypadkiem
Szrapnelek wpadł do kawiarni.

Cóż to? pobladłeś jak chusta
Głośno zębami szczękając.
Zamilkły wymowne usta,
Trzęsiesz się cały jak zając.
 
Pójdź w pole — wtedy w okopie
Gdy bitwa sroży się dziko,
Huk armat ci będzie chłopie
Jakby najsłodszą muzyką.
 
Żołnierka stanie się rajem,
Szczęk szabli i tętent podków,
Niezapomnianym zwyczajem
Pradziadów twoich i przodków.