Strona:PL-Stefan Żeromski-Nawracanie Judasza.djvu/260

Ta strona została uwierzytelniona.

i troskliwie położono do łóżka. Tam to zaczął zwyciężać swą gorączkę...



Leżał około dwu tygodni. Gdy zaczął wstawać, okazało się, że jego znajomość sztuki budownictwa bardzo się przydała. Pracownie miały być zbudowane nad urwiskiem. Trzeba było wgłębić się fundamentami w skałę litą, podeprzeć przyszłą budowlę skarpami i dopiero na takiem podmurowaniu kłaść przyciesi zamierzonego domostwa. Nienaski oświadczył, że trzeba koniecznie zrobić plan muru i całej budowli. Rzucono się do poszukiwania materyałów niezbędnych. Nie było na czem rzutować — i czem. W pudełku brata przewodnika znalazły się resztki węgli rysowniczych i jakieś wspomnienie ołówka, lecz nie było papieru. Zaniepokojeni bracia roili się, jak mrówki po całym klasztorze, szukając wielkiego arkusza, lecz, oczywiście, nie mogli go zdybać. Myślano już o wyprawie do miasta i jeden z braci był wybrany do drogi, choć nie było pewności, czy znajdzie tam potrzebny materyał, — gdy przewodnik przypomniał sobie, że ma taki papier. Posztykutał walecznie do celki ciężko chorego brata Daniela i tam, pod rozmaitemi rzeczami, pod stosem aparatów należących do kapliczki, w głębi obrusów, desek i złamanych sprzętów wynalazł rulon zwinięty kartonu w wielkim rozmiarze. Z tryumfem i radością przyniósł tę zdobycz do izby architekta i rozwijając ją zewnętrzną stroną, pokazywał, że jest to doskonały Watman. Nienaski zgodził się, iż papier jest bardzo dobry, dostatecznej wszerz i wzdłuż wielkości, żeby na nim plan sporządzić.
Nim oddać ten materyał do użytku, starzec zwrócił się do jednego z braci:
— Skocz-no, bracie Walusiu, do brata kuchty, niech nam da sporą skibę chleba. Trza będzie zetrzeć...
— Co znowu zetrzeć? — spytał Ryszard.
— Tu mazaninę na drugiej stronie...
— Czyją mazaninę, jaką?
— Jednego człowieka z dawnych lat... — odpowiedział zakonnik.