Strona:PL A Daudet Jack.djvu/638

Ta strona została skorygowana.

niż kiedykolwiek, teraz zmieniła swoją z grubemi fałdami spódnicę na prawdziwą suknię, a strój głowy — na paryzki kapelusz. Był to prawdziwy tłomok z miną dobrego dziecka. Szła pod rękę z Manginem, dawnym wachmistrzem, który wzniósłszy się o stopień wyżej, przeszedł do komory paryzkiej i na mundurze z cienkiego sukna miał złote wyszycie przy rękawach. Jakże Zenaida zdawała się być dumną z tego ładnego oficera, jak zdawała się bardzo kochać swego małego Mangina, pomimo sposobu obchodzenia się z nim i strofowania go na każdym kroku! Przypuszczać wolno, że Mangin lubiał, ażeby nim kierowano, gdyż miał twarz uszczęśliwioną, rozjaśnioną, a nawet potem, gdy patrzał na swoją żonę, można było dostrzedz, że jeśliby tego była potrzeba, obecnie znając ją, ożeniłby się z nią i bez posagu. Jack przedstawił swoją matkę tym poczciwym ludziom; a że szli dwoma grupami, zapytał po cichu Zenaidy:
— Cóż to się stało? Czy pani Klara....
— Tak, nie żyje od dwu lat, w okropny sposób, utonęła w Loarze wypadkowo.
Zenaida dodała przyciszonym głosem:
— Mówimy „wypadkowo”, ukrywając przed ojcem; lecz znałeś ją, Jacku i domyślasz się, że nie wypadkowo umarła, że sama się zabiła ze zmartwienia, nie mogła widzieć swojego Nantais.... Ach! doprawdy, są ludzie.... którzy nie wiem czem upajają!