Strona:PL A Scholl Najnowsze tajemnice Paryża.djvu/139

Ta strona została przepisana.

je zwykle porcye, a w dziesięć minut będzie taki hałas, żeby nie można było robić żadnych poufnych zwierzeń. — Powiedziawszy to ukłonił się i poszedł krokiem przyśpieszonym.
Garkuchnia napełniała się coraz większą, liczbą gości, zwłaszcza hałaśliwych robotników. Dym i nieprzyzwoite wrzaski, dochodziły aż do gabinetu, w którym zostawiliśmy naszych trzech sprzysiężonych. Maryanna z flakoniku wąchała sól angielską.
— Moje piękne dziecię — rzekł z galanteryą Kodom, — pojmuję że tutejsza atmosfera jest ci nieprzyjemną; jeżeli chcesz, możemy wyjść na świeże powietrze i tam rozmawiać według upodobania.
— Dziękuję za grzeczność, lecz pan przeznaczyłeś mi rolę do odegrania, czas abyś mi ją wskazał szczegółowo,
— Rola sama z siebie jest z góry nakreślona, tylko trzeba wynaleść jakim sposobem ją wykonać wypada. Naszej biednej Wandzie pozostał jedyny środek uwolnienia się z tej jaskini, to jest ucieczka za pomocą drabinki tradycyonalnej. Lecz trzeba utwierdzić ją niewzruszenie wewnątrz budynku. Za pośrednictwem moich wpływów w prefekturze policyi, mógłbym ułatwić ci widzenie się z uwięzioną, lecz moje stosunki z baronową zbyt były jawne, wiadome, ażebym się na to osobiście narażał. Baron małżonek nieomieszkałby z tego korzystać i mnie oskarżyć. Dla tej okoliczności udałem się do ciebie. Moje lube dziecię ty wejdziesz do szpitala, jakim sposobem jeszcze nie wiem, wszelako tam wejść musisz. Teraz pomyślmy o pozorze, o kostjumie i w tym celu potrzebuję wszystkich twoich zdolności, bogatej w pomysły twej imaginacyi. Wynaleziony pozór, powinien ci dozwolić częstego i dłuższego pobytu w zakładzie, kostjum zrobi cię jeżeli niewidzialną, jak się to praktykuje w kraju Riazisa, to przynajmniej trudną da rozróżnienia od ludzi znajdujących się lub pracujących w szpitalu. Trzeba więc wynaleść coś takiego, coby ci dozwoliło wychodzić ztamtąd bez zwrócenia niczyjej uwagi.
Maryanna rozważała w milczeniu. W tem nagle rozległ się krzyk bolesny i wrzawa rozmaitych głosów, nad któremi głos gospodarza panował.
— Cicho, cicho moje baranki. Policya czuwa nad nami i już trzechkrotnie zagrożono mi zamknięciem mojej garkuchni, jeżeli takie sceny będą się powtarzać.
Niestety! niebiańskie wino ma też same własności, co niepohamowany ocean. Gardłowe krzyki, wołania nie ustawały, między niemi najwyraźniej dały się wyróżnić przekleństwa skaleczonego, który zapewne był przyczyną wrzasków i złorzeczeń. Riazis zeszedł kilka schodów i przywołał rozkazującym tonem gospodarza. Przybył on blady, struchlały i wyrywając sobie resztę pozostałych włosów, jęczał:
— Ach moi dobrzy panowie co za wypadek, zraniono w czoło małego Ludwika, wprawdzie figlarza, ale dobrego chłopca, który nie mógł się bronić przed temi gburami mularzami. Co za nieszczęście, przynajmniej dwa tygodnie musi zostać w łóżku nim się wyliże. No, miał cięty język nie zaprzeczam, ale za jedno słowo żeby rzucić nań kamieniem!.....
Maryanna słuchała z uwagą poczciwca recytującego swą jeremiadę.
— Co to za mały Ludwik? — zapytała.
— Co nas on może obchodzić. Niech mu oddadzą tę garść pieniędzy i niech się malec leczy.
— Zależy nam wiele, — odparła młoda kobieta. Pozwól mi działać. No panie gospodarzu, wytłumacz nam kto jest ten Ludwik.
— Młody, dobry chłopiec, pracujący tu niedaleko w szpitalu.
— A co on tam robi?
— Maluje.
— Czy na swoją rękę pracuje?
— O nie! chłopiec jest terminatorem u majstra przedsiębiorcy.

XLI.
W którym Wanda odzyskuje wolność.

— A entreprener nazywa się? zapytała Maryanna.
— Pan Bergeron. No cały świat zna pana Bergeron.
Mięszka?....
— Na wybrzeżu Tournelle. Nad bramą wisi szyld, na którym złotemi literami wypisane jest jego nazwisko.
— Dosyć mój przyjacielu; idź pielęgnować zranionego.
Gospodarz wziął pieniądze dane przez Bankiera i poszedł do bufetu.
— Na co się zdadzą robione zapytania? rzekł niecierpliwie Robert. Tu idzie o ważniejszy interes, niż o jakiegoś urwisza.
— Mylisz się panie! odparła sucho Maryanna.
— Ciekawy jestem jaki związek może mieć wypadek małego Ludwika, z celem który nas tu zgromadził?
— Nic prostszego. Pójdziemy do majstra Bergeron. Pan opowiesz mu jaki zaszedł wypadek z jego robotnikiem. Potem polecisz mu odnowienie twojej willi w Enghen podczas lata.
— Doprawdy, jeszcze nic nie rozumiem. Dla czego mam willę odnawiać?
— Dla tego, aby p. Bergeron przyjął zastępcę za małego Ludwika, za prostą pana rekomendacyą.
— Otóż mamy się bawić w dobroczynność, chwila na to właściwa....
— Bardzo właściwa, gdyż tym zastępcą będzie...
— Któż?
Ja! i jutro rano dostanę się do nieprzyjacielskiego obozu bardzo prosto, bardzo naturalnie, bez narażenia pana na wydatki i zachody w Prefekturze.
Kodom patrzał na Maryannę wielkiemi oczyma jakby olśniony i zawołał:
— To nie jest paryżanka z budoaru ta Maryanna, to bogini Minerwa w swej własnej osobie!
W dziesięć minut potem ekwipaż toczył się z niemi do przedsiębiercy Bergeron. Maryanna pozostała w powozie. Spódnica ma swoje przywileje. W dziesięć minut potem bankier wrócił tryumfujący. Wszystko było ułożone według planu Maryanny. Niepotrzchowała jak tylko zgłosić się z listem swego protektora, aby otrzymać robotę i być wpuszczoną do szpitala. W poprzedzającym rozdziale widzieliśmy jak użyła swojego czasu.